To jest tylko fragment strony.
kliknij tu aby wyświetlić całą stronę

Beirut
MARCH OF THE ZAPOTEC / REALPEOPLE HOLLAND

Pompeii Records


czasowo niedostępne

      BEIRUT MARCH OF THE ZAPOTEC
    1. El Zocalo
    2. La Llorona
    3. My Wife
    4. The Akara
    5. On a Bayonet
    6. The Shrew
      REALPEOPLE HOLLAND
    1. My Night with the Prostitute from Marseille
    2. My Wife, Lost in the Wild
    3. Venice
    4. The Concubine
    5. No Dice

       Dwie EP-ki w jednym opakowaniu. Dwie szokująco kontrastujące ze sobą muzycznie propozycje - meksykańska i synth-popowa - fenomenalnego Zacha Condona, tu występującego pod dwoma kryptonimami: Beirut i Realpeople.
       Pod tym bardziej sławnym na całym świecie szyldem Beirut - pod którym Zach Condon opublikował dwa kultowe albumy "Gulag Orkestar" (2006) i "The Flying Cup Club" (2007) - ukrywa się nagrany w Oaxaca w Meksyku, z udziałem 19-osobowej orkiestry The Jimenez Band, EP "March Of The Zapotek". Pod kryptonimem Realpeople powstała natomiast płytka "Holland", inspirowana elektronicznym euro-popem, ale i "kosmiczną" muzyką fusion z lat 70. i 80.
       Na "March Of The Zapotek", w bogatych aranżacjach na instrumenty dęte (ale bez zbytniej bombastyczności), Condonowi udało się znakomicie uchwycić liryzm i egzystencjalny smutek muzyki meksykańskich mariachi, w której od ekstatycznej witalności do rozpaczliwej skargi jest tylko jeden mały krok. Dla odmiany, na "Holland" - rozpiętym między dawnymi, "plastikowymi" dźwiękami, a nieco bliższymi współczesnej muzyce brzmieniami - jest jakby coś z wizyty w muzeum, którego twórcy zatroszczyli się o to, aby wystawić nie tylko archaiczne analogowe syntezatory, ale też odtworzyć klimat epoki, w jakiej były one używane i przypomnieć niegdysiejszą nabożną fascynację możliwościami tych instrumentów, jaką dzielili zarówno zawodowi dance'owi tandeciarze, jak i muzycy i kompozytorzy tej miary, co Philip Glass, Herbie Hancock, Chick Corea czy Joe Zawinul.
       W dyskografii Condona ten liczący 11 utworów albumik to kolejny dowód jego stylistycznej wszechstronności i talentu, ale też i rzadkiej dbałości o jakość swych nawet "pobocznych" produkcji i szacunku dla fanów. Trudno doprawdy wyobrazić sobie bardziej udane intermedium między właściwymi albumami.